Autor Wiadomość

Mój przyszły mąż nie chce pracowac... proszę o rade...

Tigana
na rozdrozu...


Dołączyła: 01 Paź 2008
Posty: 2182
Wysłany: 2010-05-10, 00:58    Mój przyszły mąż nie chce pracowac... proszę o rade...
Magulka, celna uwaga, sama przez to przechodzę od pół roku :placze: :placze:
Ale jeżeli to ma, to z czasem zacznie próbować czegoś szukać, więc problem sie rozwiąże samoistnie-tak mi sie wydaje.
_________________
http://alchemiczka11.blogspot.com
   
 
      
Magulka


Dołączyła: 11 Paź 2009
Posty: 287
Wysłany: 2010-05-10, 07:27    Mój przyszły mąż nie chce pracowac... proszę o rade...
Tigana, nie martw się :glaszcze: Ja również kilka lat temu przez to przechodziłam, dlatego wiem jak to jest. Człowiek czuje się do niczego, nie wie co ze sobą zrobić, to jest straszne. Praktycznie wszyscy moi znajomi przechodzili przez to, więc nie myśl, że to dotyczy tylko Ciebie. Trzymam kciuki, żebyś niebawem znalazła wymarzoną i dobrze płatną pracę ;-)
_________________
Świat jest komedią dla tych, co myślą. I tragedią dla tych, co odczuwają.
   
 
      
Zdepresjonowana
Gość
Wysłany: 2010-05-10, 09:19    Mój przyszły mąż nie chce pracowac... proszę o rade...
a z mojego narzeczonego sie smieje kazdy moj wujek... bo na weselu kuzynki oczywiscie bylo polewania do kieliszkow od groma, a wystarczylo zebym sie tylko krzywo na narzeczonego popatrzyla, a on juz ze "nie, dziekuje, nie pije" (no bo co ja bym z niego miala na tym weselu.... pare kieliszkow mu pozwolilam...). no i tak czy siak wujaszki moje zaczely sie smiac, ze siedzi po pantoflem jak mysz pod miotla... i docinki sa zawsze.... ludzie jak nie maja sie z czego smaic to sie smieja z tego z czego nie powinni... ale dopoki czlowiekowi jest dobrze tak jak jest to nie powinien do siebie dopuszczac watpliwosci zadnych.
   
 
      
mysia.mama

Dołączył: 10 Maj 2010
Posty: 6
Wysłany: 2010-05-10, 12:49   
Trudna sprawa koni....Ale powiem ci tak: skoro sam mówi ze nie ma pomysłu na siebie, nie ma ambicji...prędzej czy pozniej stanie się tzw "wiecznym podopiecznym" który wymaga opieki, bo nie jest sam w stanie zapewnićsobie bytu. A prawda jest taka, że pomimo zmian w społeczeństwie to nadal kobieta rodzi dzieci i musi chcąc nie chcąc chwile być w domu z dzieckiem (nawet jesli ojciec bierze urlop tacierzynski) Kobieta musi dojsc do siebie po porodzie, to nie jest tak ze urodzi i hop już jest w pracy !

Boję się żeby nie było tak, że znalazł sobie po prostu dobrą partię...musisz to przemyśleć !


Ja zostawiłam mojego ostatniego chłopaka (notabene trochę mi szkoda było) bo poszedł do zawodówki, a ja do liceum. ale mój instynkt się nie pomylił...on pracuje na skupie złomu ja robię karierę i jestem szczęśliwa z kimś innym, kto ma ambicje :)

Pomyśl nim nie jest za późno i nie jesteście obciążeni rodziną.
   
 
      
martitaxx

Dołączyła: 06 Maj 2010
Posty: 6
Wysłany: 2010-05-10, 13:50    Re: Przyszły mąż nie chce pracowac!!! Prosze o porade....
Fila napisał/a:
To nie jest sprawa męskości/kobiecości. Kobietom nie jest przecież przypisana genami czy hormonami rola gospodyni domowej, prawda?
Po co masz stawiać Wasze życie na głowie? Jeśli ani Ty ani on nie macie przeciwwskazań do podjęcia takich ról w Waszym domu, czemu nie? Gdybym dobrze zarabiała, odpowiadało by mi to.
Może jednak Twój mąż zdecyduje się na jakąś formę pracy społecznej? Np. wolontariat kilka razy w tygodniu? Żebyście po prostu mieli o czym rozmawiać.


Kobieta też może być bizneswoman  Polki są najbardziej przedsiębiorczymi kobietami w Europie! Godzą kobiecość z męskimi wzorcami biznesu. czego pragną, jakich dróg rozwoju szukają? [link usunięty]
   
 
      
Gvalch'ca


Dołączyła: 11 Sie 2008
Posty: 1592
Ostrzeżeń:
 1/3/6
Wysłany: 2010-05-10, 20:35    Mój przyszły mąż nie chce pracowac... proszę o rade...
Tigana ja to przechodziłam przez kilka miesięcy po studiach (broniłam się w tamtym roku, więc mam na świeżo). Dobrze, że mnie moje kochanie pocieszało, że nie trzeba się martwić tylko aplikować, aplikować, aplikować, bo taka mądra dziewczyna na pewno w końcu pracę znajdzie. Także Tigana nie przejmuj się tylko aplikuj, aplikuj, aplikuj a na pewno znajdziesz w końcu pracę, bo taka mądra dziewczyna jak Ty na pewno pracę znajdzie :564:
_________________
I happen to have a book handy. That is one of my favorites. I might be a little biased, since I wrote it.
David Evans
   
 
      
Tigana
na rozdrozu...


Dołączyła: 01 Paź 2008
Posty: 2182
Wysłany: 2010-05-10, 20:58    Mój przyszły mąż nie chce pracowac... proszę o rade...
Magulka, Gvalch'ca, dzięki :-) ja już w siebie niestety przestaję wierzyć, i niestety odbija sie to na rozmowach kwalifikacyjnych... takie błędne koło :sad:
_________________
http://alchemiczka11.blogspot.com
   
 
      
carpe_diem


Dołączyła: 08 Lip 2009
Posty: 221
Wysłany: 2010-05-10, 21:33    Re: Mój przyszły mąż nie chce pracowac... proszę o rade...
karlanka napisał/a:
Do autorki: nie choduj lenia to nie ma sesnu, wyslij chłopaka do roboty, co to z afacet jak mu sie nie chce pracowac tylko domem zajmowac, jakie on geny przejął (zapewne od matki), Kobieto a co zrobisz jak bedziesz w ciazy i bedziesz musial isc na urlop, kto wam byt zapewni, swiety mikolaj? Teraz przedstawis siebie w roli babona: ty pracuejsz ty rodzisz dizeci, a jk ci sie przytrafi jakas dokuczliwa choroba kobieca czy problemy z bolesnymi miesiaczkami itp wtedy bedzie ci trudno pracowac i co moze ty jeszcze bedziesz dom stawiala wlasnymi rekami- chyba jeszcze tylko tego w tej wypowiedzi brakuje, ogarnij sie zannim bedzie za pozno, wyslij faceta do roboty, on ma jaja a nie ty, co on bedzie calymi dniami jak ci ugotuje i posprzata bedzie siedzial z kamciami i jajami do gory,?? znajac zycie to ejszcze pewnie bedziesz mu pomagala w obowiazkach domowych w te dni w ktore nie ebdziesz pracowala bo ci sie jasnie pana zrobi szkoda ze on cale dnie w domem sie zajmuje, jestes za dobra, a kobiety tak dobre jak ty konczą marnie, kobieta powinna byc minimalnie egoistyczna aby jej w zyciu bylo dobrze, nie wiem skąd sie biorą takie naiwne i dobre kobiety jak ty, wlasnie przez takie jak ty wiekszosc facetow trakuje kobiety jak polmozgowe i naiwne i do tego wykorzystuje je jak tylko sie da: bo wlasnie takim zachowaniem to udowadniają (dają sie pomiatac facetowi, on pan wladca a ty zpaierniczasz na dom rodzisz dzieci i bog wie co jeszcze- chcesz byc robotnicą) oby takich kobiet jak ty bylo mniej bo swiat zejdzie na psy a faceci juz zupelnie poczują sie panami tego swiata...


...mocne słowa :-)

Niestety, z grubsza się z nimi zgadzam...Dlaczego ?
Moja historia pokrótce :
Kiedy ja studiowałam, mój mąż ...zmieniał uczelnie w przyspieszonym tempie...Semestr tu, dwa tam...Ja skończyłam swoje, on do dziś jest po maturze...
Mam zawód, który pozwalał mi niemal od początku zarabiać naprawdę dobrze. W zasadzie zarobki męża były tylko dodatkiem na tzw. "waciki", jeśli wiecie o czym mówię...Z pracą było, jak ze studiami...rok zagrzał w jednej firmie, potem przez pół szukał pracy...Zawsze miał większe aspiracje niż pozwalałoby na to wykształcenie, stąd też wynikały wieczne problemy ze znalezieniem kolejnej...
Jakiś czas mi to nie przeszkadzało albo inaczej : jakoś to tolerowałam, tłumacząc sobie, jak większość w tym wątku, że przecież facet nie musi zarabiać na dom, żeby nazywać go głową rodziny...Początkowo nawet wyręczał mnie w tzw. pracach domowych, potem było mi go coraz bardziej szkoda, że wykonuje tak mało męskie zajęcia...I tu tkwił mój błąd ! Przyzwyczaiłam go do tego, że nie musi być odpowiedzialny, nie musi być zorganizowany, nie musi planować wydatków i zastanawiać się czy wystarczy na zagraniczna wycieczkę do ciepłych krajów...
Zaczęłam go motywować, delikatnie sugerować, że inaczej przecież widzieliśmy nasze małżeństwo, mieliśmy polegać na sobie wzajemnie...
Traciłam dla niego szacunek, kiedy wracając wieczorem z pracy widziałam bałagan, stertę rzeczy do prasowania, dzieci czekające na mnie, żeby zjeść kolację i jego-mojego męża w wyciągniętym dresie...
C.d byłby długi...W efekcie on widział we mnie wiecznie zmęczoną zrzędzącą żonę, a ja w nim zramolałego fajtłapę...
Kiedy zachorowałam i przez pół roku mieliśmy wyżyć z zasiłku chorobowego...myślałam, że zwariuję, bo nagle okazało się, że zwyczajnie nie dajemy rady, a mój pan i władca rozkładał ręce w akcie bezsilności, mówiąc "jakoś tam będzie"...
Przełomem było, kiedy kolejny raz stracił pracę...Nie miałam już cierpliwości...
Godzinami siedział w internecie...ja zwykle już padłam do łóżka po kolejnym ciężkim dniu...No i znalazł sobie "pocieszycielkę" strapionych...Niunia była tak samo "pokrzywdzona" przez los...
Dziś, po roku terapii, stał się innym człowiekiem...Potrzebne były cotygodniowe wizyty u psychoterapeuty, żeby zrozumiał, o co miałam przez te wszystkie lata pretensje i jak powinien wyglądać model rodziny...Psycholog obalił jego pogląd, że jak nie może zarabiać tyle, co żona, to nie będzie w ogóle...
Mając pracę, dom i dzieci da się pogodzić wszystko, jednocześnie pracując zawodowo...
Tak, jest innym człowiekiem...zaryzykowałabym nawet, że jest takim, jakim zawsze chciałam go mieć...Tylko ja...leczę rany po zdradzie...
_________________
Z chwilą gdy decydujesz się stawić czoło problemom, przekonujesz się, że możesz więcej, niż ci się zdawało...
   
 
      
karlanka
Gość
Wysłany: 2010-05-10, 23:15    Mój przyszły mąż nie chce pracowac... proszę o rade...
carpe_diem no to juz przeszedl samego siebie, nie dosc ze byl ochydnym nierobem to do tego zdradzil cie, kolejny przyklad dla niemądrych kobiet ktore chca odwracac role domowe, i po jakiego wałka? one chcą robić kariery a faceta miec fajtłape ktry zapewne skonczy jak twoj przesiadując w necie i szukając "gorącej laski" z nudow i w koncu zdradzjąc zone rowniez z nudow, to jest po prostu paranoja XXI wieku i dosc powazna choroba ze kobiety chcą charowac jak woły (przy okazji zajmując sie domem) a facet ma siedziec w domu w internecie spedzając czas na bzdurach... niekotre kobiety są przerazliwie glupie i nic sie na to nie poradzi, wiekszosc kobiet mysli sercem a nie rozumem i przez to przegrywają zycie, wiekszosc facetow jest cwanszych bo oni mysla rozumem a nie sercem, coz swiata nie zmienie a szkoda bo wtedy by kobiety rządzily a kazdy facet by siedzial ciuchutko i weidzial by ze nalezy szanwowac kobiety bo jak nie to (zasady z sredniowiecza) czyli glowa pod noz i nie ma go;) lecz niestety dopoki wiekszosc kobiet bedzie podejmwoac glupie decyzje swiat nigdy nie ulegnie na lepsze
   
 
      
carpe_diem


Dołączyła: 08 Lip 2009
Posty: 221
Wysłany: 2010-05-11, 07:37   
Daleka jestem zarówno od wojujących feministek, jak i typowych house wife...Nie dzielę zajęć na męskie i babskie, choć biorę pod uwagę predyspozycje czysto fizyczne. Realizując się zawodowo, nie próbuję odwracać ról domowych. Dlaczego niby nie miałabym prawa do sukcesów w pracy ? Dopóki nie zatracam się w tym, nie zaniedbuję rodziny i dzieci, uważam, że wszystko jest ok.
Wracając do autorki wątku...Nie w tym rzecz, co mówią inni, o Twoim modelu rodziny/małżeństwa, ale co Ty o tym myślisz. Jeśli zadałaś takie pytanie na Forum, to już samo to jest znakiem, że chyba nie tak wyobrażasz sobie wspólne życie. Nie łudź się, że z czasem będzie lepiej, jeśli sama czegoś z tym nie zrobisz. Bagatelizowanie problemu i odkładanie go na później może skutkować poważnymi problemami w przyszłości, jak możesz zobaczyć na moim przykładzie...
_________________
Z chwilą gdy decydujesz się stawić czoło problemom, przekonujesz się, że możesz więcej, niż ci się zdawało...
   
 
      


Dołączył: 01 Sty 1970
Posty:
Wysłany: 2010-05-11, 07:57    Mój przyszły mąż nie chce pracowac... proszę o rade...
karlanka napisał/a:
chcą charowac jak woły
nie wiem gdzieś to wyczytała, ale w którym momencie jest powiedziane, że kobiety CHCĄ pracować jak woły? Dla mnie praca ma być przyjemnością, mam się spełniać zawodowo po to aby czuć się lepiej psychicznie, skoro mam taką zależność. Po raz kolejny przekolorowane przykłady dajesz i nie czytasz ze zrozumieniem lub specjalnie przekręcasz słowa
   
 
      
Zdepresjonowana
Gość
Wysłany: 2010-05-11, 13:21    Mój przyszły mąż nie chce pracowac... proszę o rade...
carpe_diem, jejciu ale smutne story... :( kurcze jestes naprawde cholernie silna kobieta... tyle musialas udzwignac na swoich barkach.... ja cie szczerze podziwiam... :przytul:

Tigana, nie mozesz przestawac w siebie wierzyc... kobieto!!!! jestes naprawde wartosciowa osoba, a co jak co ale znamy sie juz troche na tym forum :)

vanilla napisał/a:
Dla mnie praca ma być przyjemnością, mam się spełniać zawodowo po to aby czuć się lepiej psychicznie,


dokladnie o to chodzi. ja bede pracowac w resocjalizacji :) hehe to mi da bardzo duzy komfort psychiczny (zawsze bylam inna- to nie bron Boze ironia, ja sie spelniam w tym zawodzie). nie wyobrazam sobie bycia nierobem... siedzenia w domu rodzenia i bawienia dzieci gotowania obiadkow... to bedziemy robic wspolnie z mezem w naszym domu... :)
   
 
      
dr preszer
Gość
Wysłany: 2010-05-11, 14:12    Re: Mój przyszły mąż nie chce pracowac... proszę o rade...
Zdepresjonowana napisał/a:
.... nie wyobrazam sobie bycia nierobem... siedzenia w domu rodzenia i bawienia dzieci gotowania obiadkow...


karlanka nic takiego nie napisała, ona będzie spać do 11 i przez resztę dnia lśnić blaskiem hamerykańskiego słońca.


A jeśli chodzi o prace, to nie pracując człowiek nie ma ani kontaktu z ludźmi, ani nie rozwija się w żaden sposób. Praca nie jest tylko dla pieniędzy.
   
 
      
Zdepresjonowana
Gość
Wysłany: 2010-05-11, 14:19    Mój przyszły mąż nie chce pracowac... proszę o rade...
dr preszer napisał/a:
ani nie rozwija się w żaden sposób

uwazaj bo za chwile karlanka ci napisze ze ona nie papier toaletowy-rozwijac sie nie musi :rotfl: :rotfl:

rozkminiam czy w wieku 80 lat tez bedzie lyśnic blaskiem :P

no i jak zajdzie w ciaze... to co? poprosi, zeby kto inny nosil za nia brzuch...? i urodzil...? bo ona nie ma sily, meczyc sie nie bedzie...? zeby nie bylo- ja swoim brzuchem sie obijalam o drzwi, a rodzilam 14 godzin w masakrycznych bolach, stad ten przyklad mi sie wzial...
   
 
      
Tigana
na rozdrozu...


Dołączyła: 01 Paź 2008
Posty: 2182
Wysłany: 2010-05-11, 16:02    Mój przyszły mąż nie chce pracowac... proszę o rade...
Zdepresjonowana, dzięki ;-)

Cytat:
nie wyobrazam sobie bycia nierobem... siedzenia w domu rodzenia i bawienia dzieci gotowania obiadkow...


Ja też sobie na dłuższą metę nie wyobrażam, głównie dlatego, że:
Cytat:
nie pracując człowiek nie ma ani kontaktu z ludźmi, ani nie rozwija się w żaden sposób


I fajnie z dziećmi posiedzieć, ale one z czasem pójda do szkoły, na studia, a ty zostajesz sama. No i mąż też inaczej podchodzi, jak kobieta pracuje, nawet jeśli przez to musi sie bardziej domem zajmować. Nie sposób stworzyć partnerskiego związku, kiedy jedna ze stron nie pracuje, zawsze ten, kto ma kasę, stoi wyżej.
_________________
http://alchemiczka11.blogspot.com
   
 
      
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Nowe z WeDwoje.pl

Aktualne tematy