| Autor |
Wiadomość |
|
|
|
balabanova
Dołączyła: 22 Lut 2012 Posty: 16
|
Wysłany: 2012-02-22, 18:58
Nie rozumiem jego zachowania
|
|
Uprzedzam, że to trudny przypadek. Mamy oboje 21 lat. Nie wiem, co on do mnie czuje. Czasem jestem pewna, że nic dla niego nie znaczę, ale wtedy on robi coś, co zmienia moje zdanie, albo przypomina mi się coś, co powiedział kiedys...
Poznaliśmy się dwa lata temu, na wyjeździe. Myślę, że z mojej strony było to natychmiastowe zauroczenie, gdy tylko go zobaczyłam. Nie - miłość. On przez cały czas przyglądał mi się, czułam, że mu się podobam, ale to ja wykonałam pierwszy krok (to był pierwszy błąd)- podeszłam i zaczęliśmy rozmawiać. Było niesamowicie - jakbyśmy byli dla siebie stworzeni, mieli takie samo zdanie na wiele tematów, pamiętam jego piękny uśmiech i radosne oczy, byłam wypełniona szczęściem jakiego nie pamiętam. Do końca wyjazdu zamieniliśmy kilka zdań, pomógł mi kilka razy przy jakichś drobnostkach, ale wyjazd minął, a nie mieliśmy do siebie żadnego kontaktu, byliśmy z dwóch różnych miast.
Po powrocie nie mogłam przestać o nim myśleć, wszystkie symptomy zakochania. Stwierdziłam - co mi zależy i napisałam do organizatora o jego numer. Zgodnie z ustawą o ochronie danych osobowych nie mógł mi go dać, ale napisał do niego, czy się zgadza. On się nie tylko zgodził, ale dodał, żebym jak najszybciej do niego się odezwała.
Zrobiłam to i od tego czasu wymienialiśmy smsy, w końcu ustaliliśmy, że do mnie przyjedzie (prawie przez całą Polskę). Byłam przerażona - obcy mężczyzna sam na sam ze mną w mieszkaniu? Myślałam, że to szaleństwo, ale nie mogłam się doczekać.
Przyjechał na kilka pięknych dni. Spacerowaliśmy po mieście, byliśmy na musicalu, gotowaliśmy razem. Trochę niezręcznie wypadła pierwsza noc, leżeliśmy na osobnych łóżkach, nie mogąc spać, wiedząc, że druga osoba jest zaraz obok, rozmawiając. To było cudowne, że nie chciał się spieszyć, że nie przyjechał tylko aby mnie wykorzystać. W końcu całowaliśmy się, spaliśmy przytuleni, tylko tyle. Wystarczyło, żebym straciła głowę, Widziałam, że nie chciał wyjeżdżać, więc został na jeszcze jeden dzień.
Kiedy wyjechał byłam wniebowzięta. Zakochana po uszy. Od razu zaczęłam tęsknić. On też. Wymienialiśmy jeszcze kilka miesięcy smsy. Chciałam żeby znów przyjechał, on z resztą też na początku. Potem pojawił się ten jego wielki pesymizm. Bo muszę to podkreślić, że nie znam większego pesymisty i racjonalisty niż on. Odległość. Fakt, że prawie się nie znamy. Ja chciałam go zaraz u mnie, on podawał powody, dla których nie może. Do siebie nie mógł mnie zaprosić, bo mieszka z rodziną (student), chyba, że ktoś by wyjechał.
Byłam zła, rozczarowana, a przy tym ciągle zauroczona. Zerwałam kontakt.
Wróciłam do normalnego życia, studiów, byłego chłopaka. Później zdałam sobie sprawę, że nie mogę z nim być, bo ciągle myślałam o tamtym.
Po ponad pół roku pojechałam do jego miasta na koncert. Byłam tam i nie mogłam się powstrzymać. Spotkaliśmy się i znów było tak jak wcześniej - radość, podekscytowanie...Przejął się mną, chciał pomóc z zakwaterowaniem, poruszaniem się po mieście. Znów zaczęliśmy pisać smsy. Mówił, jak cieszy się ze spotkania, jak pięknie wyglądałam, że chciałby jeszcze się zobaczyć. Znów przyjechał do mnie. Na kilka dni, podczas których byliśmy nierozłączni. Spędziliśmy ze sobą tyle niewiarygodnych, romantycznych chwil, trzymając się za ręce, żartując, całując, śpiąc przytuleni do siebie. Był niesamowicie delikatny, nawet nie próbował się ze mną kochać. Co było dla mnie troszkę dziwne...Powiedział mi raz, że nie mógł się doczekać, jak do mnie przyjedzie, bo jest we mnie troszkę...zakochany. Nie wiem czemu nic nie odpowiedziałam - po prostu go pocałowałam.
Kiedy wyjechał, płakałam. Czułam jakąś taką niesamowitą pustkę. On chyba też, pisał, że przez całą drogę powrotną nie mógł się pozbierać. I po kilku dniach znów to samo - niepewność, długie godziny milczenia, zamieniające się w dnie, tygodnie, powrócił pesymizm. Czasem lepsze tygodnie, gdy pisaliśmy sobie o wszystkim - o wszystkich miłych, dobrych i złych rzeczach, które nam się przytrafiły podczas dnia. Nawet o wspólnych wakacjach, coś o uczuciach.
I jakimś dziwnym zrządzeniem losu wygrałam bilet na koncert mojego ulubionego zespołu, akurat w momencie, kiedy spieraliśmy się o następne spotkanie. Od razu zaproponował, że zatrzymam się u niego na te 3 dni. Przy jego rodzicach, rodzeństwie - strasznie mnie to zawstydzało, ale on powiedział, że wszyscy mnie zapraszają. Specjalnie wziął sobie wolne w pracy wcześniej, mówił, że na mój przyjazd.
I te 3 dni - to był najbardziej niezwykły czas w moim życiu. Byłam okropnie szczęśliwa. Poznałam jego rodzinę, wszyscy byli dla mnie mili. Razem jedliśmy, kładliśmy się spać. Całe dnie zwiedzaliśmy Warszawę, chodziliśmy za rękę, co chwila całowaliśmy się, widziałam, że jest szczęśliwy, w jego oczach było tyle radości. Chronił mnie przed deszczem, zamykając w ramionach. To było niesamowite. Ciągle pytał, jak to między nami jest, że chodzimy za rękę, całujemy się...w końcu odpowiedziałam. Nieśmiało, z radością w oczach, że chyba też jestem trochę zakochana. I w tym momencie koszmar, fizyczny ból łamanego serca - że w takim razie on krzywdzi mnie swoim zachowaniem, że nie chce ze mną być. Było mi niedobrze, chciałam wracać. Ale coś później tłumaczył, znów mnie całował, przepraszał, tak jakby już było ok. Udał, że nie powiedział mi tego kiedyś, gdy był u mnie. Nic nie rozumiałam.
On jest bardzo zamknięty w sobie. Zupełnie nie potrafi mówić o uczuciach, tak naprawdę nie mam pojęcia, co on myśli. Wiem tylko, że jest całkowicie racjonalnym człowiekiem, wyważonym, w przeciwieństwie do mnie. Ja jestem spontaniczna, bardzo emocjonalna, nie boję się rozmawiać o uczuciach, mówię to, co myślę...może to trochę przerażać kogoś takiego jak on.
Wróciłam do siebie i znów ten sam schemat - przez jakiś czas było dobrze, aż do wakacji, gdy przestaliśmy się do siebie odzywać, trochę przeze mnie, bo chciałam wiedzieć, na czym stoję, a on się wycofał. On wyjeżdzał, ja też, poprosiłam go tylko o kartkę z wakacji, napisał mi na niej "wiersz", taką rymowankę, którą układał ponoć cały dzień i szukał najpiękniejszej kartki. Moja była sucha, ze standardowym pozdrowieniem. Potem miesiąc milczenia.
Znów odezwałam się ja - co u niego słychać. I tak przecież nie mogłam zapomnieć. Było dobrze, często rozmawialiśmy, właściwie całkiem intymnie, ale ja zaczęłam mieć chłopaka. Trochę, żeby go zranić, trochę z samotności, a trochę, bo lubiłam z nim spędzać czas. Dbał o mnie. Był cały mój, zupelnie inaczej niż tamten.
W końcu mu powiedziałam. Także to, że będę przez semestr studiować w jego mieście. Ucieszył się. Powiedział, że szkoda, że mam chłopaka, bo powiedział znajomym, że ze mną jest i to miała być niespodzianka, jak przyjadę, z imprezą powitalną. Nie mógł się doczekać, kiedy będę, ciągle wypytywał, kiedy już przyjadę, że on może przyjechać po mnie i przywieźć do Warszawy, gdzie zamieszkam.
Przywiózł mnie chłopak. Nie mogłam jednak nie spotkać się z Nim, pomagał mi szukać mieszkania, zaprosił na tą imprezę, widziałam, że bardzo chciałby mnie dotknąć, cokolwiek.
Spotkania były sporadyczne,m.in. pomógł mi z przeprowadzką, przewiózł i wniósł wszystkie rzeczy do nowego mieszkania.
W końcu gdy przyszedł do mnie, wypiliśmy trochę wina, całowaliśmy się, było bardzo namiętnie,bo między nami jest ta niesamowita chemia...ale nie chciał się kochać. Mówił coś, że to nie tak, jak wyszedł napisał, że "nie chce tego wszystkiego". Czyli mnie? Zdradziłam chłopaka, czułam się z tym źle, ale przecież to był ON. Do niego należę tak naprawdę całym sercem. Zerwałam z chłopakiem.
miał wyrzuty sumienia, powiedział, że gdyby nie to, to cieszyłby się z tego, co między nami zaszło, ale nie może.
Potem było niby Ok, znów doszło między nami do kontaktu, choć przyszedł, żeby porozmawiać. Po prostu nie potrafiłam, nie wiedząc na czym stoję. Choć on na pewno wie, co do niego czuję, nie raz dawałam mu to do zrozumienia, także to, że chciałabym z nim być.
Stwierdził, że nie umiem z nim rozmawiać, urwał się kontakt.
Nalegałam na spotkanie, choć on twierdził, że to bez sensu.
W końcu spotkaliśmy się, tyle rzeczy chciałam mu powiedzieć, ale nie potrafiłam, zaproponowałam koleżeństwo, zgodził się, bo powiedział, że nie chce ze mną być. Tak prosto w oczy. Złamał mi serce.
Wiedziałam, że wolę być jego koleżanką, niż nikim. Sporadyczne spotkania, czasem jakiś miły sms, coraz dłuższe dni milczenia. Ale gdy się widzieliśmy...patrzył na mnie z taką czułością. Dotykał moich włosów, było między nami takie napięcie, jakbyśmy oboje tego chcieli- dotknąć się, przytulić.
W końcu, niedawno, spotkaliśmy się. I stało się, skończyliśmy w łózku, dotykając się, całując, powtarzałam, że chcę się z nim kochać. I choć on mówi, że doprowadzam go do szaleństwa i strasznie mu się podobam, co z resztą widziałam - nie chciał.
Nie wiem właściwie czemu. Miał dziewczynę kilka lat. W pewnym momencie nawet zaczęliśmy się kochać, trwało to sekundę i od razu doszedł, nie wytrzymał. Powiedział "tak długo na to czekałem". Spał u mnie do rana, potem poszedł, pocałował mnie w policzek.
2 dni później spytał co słychać. Byłam zła, nie chciałam, żeby ten chory schemat się powtórzył, czułam się wystarczająco skrzywdzona. Powiedziałam, żebyśmy o tym zapomnieli i wrócili do koleżeństwa. ZGodził się. Ale własciwie to przestał odzywać. Przyszedł tylko na moje urodziny, dał bukiet kwiatów.
I zamilkł. Spytałam po kilku dniach, czy pójdziemy do kina. Wymówka. Że może na basen można by było iść.
I 3 tygodnie milczenia.
Zadzwoniłam ostatnio, czy odbierze mnie z pociągu. Przyjechał, pomógł, odwiózł pod dom.
To chyba koniec.
I po tym wszystkim, to ma być puenta?
Chciałabym coś zrobić, ale chyba jeśli mu zależy, to on powinien w końcu o mnie trochę zawalczyć. Nigdzie mnie nie zapraszał. Myślę, że po prostu nic do mnie nie czuje i muszę sobie go wybić z głowy, chociaż...czułam, że to Ten, że go kocham i zrobiłabym wszystko...
Nie wiem co on myśli, czy kiedykolwiek coś dla niego znaczyłam.
Co mam zrobić?
|
|
|
|
|
Rysiu
Dołączył: 22 Lut 2012 Posty: 30
|
Wysłany: 2012-02-22, 20:24
|
|
Chcesz szczerości?? Lepiej sobie ją daruję...
Po pierwsze nie widziałaś pesymisty, większego niż ja nie ma. Jestem też bardzo emocjonalny, ale i zamknięty w sobie. Powinienem zrozumieć to bez problemu, ale niewiele rozumiem... Chwilami typ tego faceta wydaje mi się podobny do mnie. Pesymizm może się pojawiać z powodu odległości, tęsknoty, i ogromnego pragnienia żeby to zmienić, jednak bezsilność potrafi naprawdę zdołować. Jeżeli mu zależy to zadawał sobie sprawę jak to będzie wyglądało, chciał Ciebie chronić. Nie chciał cię zaciągnąć do łózka to nie jest dziwne ale normalne, fakt że nie w dzisiejszych czasach, ale nic na to nie poradzę... Jeżeli dobrze go rozumiem to on również jest bardzo uczuciowy, ale skryty, nieśmiały, nie umie o tym mówić, nie umie ich nazwać, a jak poczuje się zagrożony to natychmiast się wycofuje. Inna opcja to że może jest doskonałym aktorem.
A teraz jednak troszeczkę szczerości, jeżeli zdradziłaś chłopaka, byłaś z nim żeby zrobić komuś na złość to jesteś podła... Nie będę inaczej pisał, bo szkoda słów. Na jego miejscu nigdy bym na Ciebie nie spojrzał, za samą świadomość tego... Nie chce Ci zrobić przykrości, ale spójrz w lustro i pomyśl że on zrobi to samo co Ty?? Jakie uczucia przychodzą do głowy?? Sama myśl jest niezbyt miła... Zacznij od zastanowienia się nad sobą, a następnie myśl o poważnych związkach.
|
|
|
|
|
balabanova
Dołączyła: 22 Lut 2012 Posty: 16
|
Wysłany: 2012-02-22, 20:35
Nie rozumiem jego zachowania
|
|
Nie usprawiedliwiam tego co zrobiłam. Ale to już trwa 2 lata, odkąd go poznałam i zawsze dawałam z siebie wszystko, właściwie niewiele dostając w zamian. W końcu chciałam też być z kimś, być szczęśliwa, zapomnieć. Nie zrobiłabym tego, gdyby to był ktokolwiek inny - ale on sprawia, że nie myślę, miękną mi kolana, to taki mój..kryptonit;) Właściwie to chłopaka zdradziłam już zaczynając z nim być - nie było dnia żebym nie myślała o tamtym.
Jak można być nieśmiałym będąc jednocześnie pewnym siebie, racjonalnym, spokojnym?
|
|
|
|
|
Rysiu
Dołączył: 22 Lut 2012 Posty: 30
|
Wysłany: 2012-02-22, 20:47
|
|
Udowodnić??
Ja zawsze mam kamienną twarz, nie da się określić co myślę, a raczej co myślę naprawdę... Pokazuje to co chce pokazać, uśmiecham się kiedy jest mi smutno, a kiedy jestem przerażony wydaje się że bardziej pewnym siebie być nie można... Bo to się nie wyklucza. Rozum i serce 2 dwa różne organy, nie są zgodne... Jednocześnie jak mi zależy będę się starał, jak nie będzie się udawało będę smutny, a jak będzie źle będę ryczał jak dziecko... Codzienna rozmowa na skype z moją córeczką doprowadza mnie do płaczu, a znajomi nie widzieli nigdy żebym uronił łzę albo był na kogoś zły...
Każdy czymś się w życiu kieruje, Ty sercem, On rozumem, ale to nie znaczy że nie ma serca...
Pamiętaj, jak chcesz z kimś być to albo pozbądź się z głowy innych, albo nie rób komuś krzywdy... Nie tylko Ty masz uczucia, nikt nie chce być sam, ale jeżeli się kocha to skrzywdzi się samego siebie żeby nie krzywdzić kogoś bliskiego. Nikt nie ma prawa igrać z czyimiś uczuciami, nawet jak bardzo cierpi...
|
|
|
|
|
rhah

Dołączył: 15 Sty 2012 Posty: 11 Skąd: Polska
|
Wysłany: 2012-02-22, 23:02
Re: Nie rozumiem jego zachowania
|
|
| balabanova napisał/a: | | Jak można być nieśmiałym będąc jednocześnie pewnym siebie, racjonalnym, spokojnym? | Można, jedno nie wyklucza drugiego. Życie uczy różnych zachowań.
Przede wszystkim po akcji kiedy z jednym chcesz iść do łóżka będąc w tym czasie jeszcze z innym ( nie ważne z jakich powodów ), dla mnie była byś spisana na straty jak chodzi o związek. Miałem niestety tą nieprzyjemność kiedyś coś podobnego doświadczyć i mam teraz bardzo twarde stanowisko w tej kwestii. Z tego co piszesz wiedział o tym, że masz chłopaka i nie chciał przekraczać granicy, po zbliżeniu miał wyrzuty sumienia z tego powodu wiec wygląda na to, że nie było mu to obojętne. Owszem, sam też mógł to przystopować jak nie chciał, ale czemu tego nie zrobił nie wiadomo.
Wydaje mi się, że narzucasz też chyba zbyt duże tępo jak dla niego i całej sytuacji. Piszesz o odległości, o tym że jest zamknięty w sobie, racjonalny itd. Widujecie się w sumie rzadko jak na 2 lata znajomości, a stosunki między wami psują się głównie wtedy, jak jesteście daleko od siebie. Może w tym jest jakis problem.
Porozmawiaj z nim, ale bez emocji, uczuć, zbliżeń. Bez naciskania na cokolwiek, poważnie i szczerze.
|
_________________
If you’re leaving close the door.
I’m not expecting people anymore.
Hear me grieving, I’m lying on the floor.
Whether I’m drunk or dead I really ain’t too sure. Deep Purple
|
|
|
|
|
balabanova
Dołączyła: 22 Lut 2012 Posty: 16
|
Wysłany: 2012-02-23, 08:50
|
|
Pisałam wyżej, że teraz od kilku miesięcy mieszkamy w tym samym mieście, 10 minut samochodem od siebie. Widywaliśmy się częściej.
Nie wiem czemu tak przyczepiliście się do tej zdrady, wiem, że to jest złe, ale to nie jest najważniejsze w tej historii.
Chciałabym wiedzieć, co on myśli, czuje, czemu raz zachowuje się jakbym cos dla niego znaczyła, a później mam wrażenie, jakbym to sobie wymyśliła.
Czasem myślę, że jestem jakąś wariatką, przez niego, tak jak kiedyś powiedział mi, że jest zakochany, a później się wszystkiego wyparł, jakbym to sobie wymyśliła.
|
|
|
|
|
Rysiu
Dołączył: 22 Lut 2012 Posty: 30
|
Wysłany: 2012-02-23, 13:19
|
|
|
Ta zdrada może być bardziej znacząca niż myślisz. Mówi wiele o tobie, bardzo możliwe że się zakochał, ale przeraża go twój charakter i to do czego jesteś zdolna. Dlatego się odsuwa, ja bym się odsuną... Miłość jest ciężka, a serce nie sługa, ale z rozumem nie zawsze się zgadza, jedno mówi że kocha, drugie że z jakiegoś powodu nie warto...
|
|
|
|
|
rhah

Dołączył: 15 Sty 2012 Posty: 11 Skąd: Polska
|
Wysłany: 2012-02-23, 14:41
|
|
| balabanova napisał/a: | | Pisałam wyżej, że teraz od kilku miesięcy mieszkamy w tym samym mieście, 10 minut samochodem od siebie. |
Napisałaś, że będziesz studiować przez semestr w jego mieście. Stad wnioskowałem że później powrót do odległości.
Zdrady się uczepiłem, bo jak napisałem wyżej miałem tą nieprzyjemność przez coś podobnego przechodzić i dla mnie jest to bardzo ważne. Dla niego być może też, nie wiadomo.
Też jestem raczej z tych nieśmiałych ( przynajmniej tak mi się wydaje ), osobą twardo stąpającą po ziemi, realistą, czasami może i trochę pesymistą. Mimo to będąc na jego miejscu dążył bym do poważnej rozmowy na temat waszych relacji. W kilku kwestiach rozumiem jego zachowanie ale w tej akurat zupełnie nie. Może to kwestia charakteru, różnicy wieku, doświadczeń, podejścia... nie wiem. Myślę ze ma świadomość tego że Cie rani i jak dla mnie powinien coś z tym zrobić, postawić sprawę jasno jak to z jego punktu widzenia wygląda. Ale to tylko moje podejście.
Jeżeli on tego zrobić nie chce postaraj się zrobić to Ty, choćby tylko po to żeby wiedzieć na czym stoisz. Bo inaczej ta niepewności i męczenie się będzie trwać, chyba że któreś z was odetnie się od tego stanu, pójdzie w swoją stronę i sprawa sama się rozwiąże.
Pytasz się czy kiedykolwiek coś dla niego znaczyłaś, myślę że tak i może nadal znaczysz. Ale dlaczego blokuje się przed tym żebyście byli razem... ciężko powiedzieć, na to pytanie potrafi odpowiedzieć chyba tylko on sam.
|
_________________
If you’re leaving close the door.
I’m not expecting people anymore.
Hear me grieving, I’m lying on the floor.
Whether I’m drunk or dead I really ain’t too sure. Deep Purple
|
|
|
|
|
balabanova
Dołączyła: 22 Lut 2012 Posty: 16
|
Wysłany: 2012-02-23, 15:23
|
|
Dzięki za odpowiedzi, dały mi do myślenia. Może rzeczywiście ta zdrada (nieważne, że z nim samym), znaczyła dla niego dużo, jest z bardzo katolickiej rodziny, ma mniejsze doświadczenie w związkach, wydaje się mieć też dosyć radykalne poglądy, jest bardzo...odpowiedzialny.
Myślałam żeby z nim porozmawiać, ale to bez sensu, bo gdy ja zaczynam mówić o uczuciach, to on się zupełnie zamyka w sobie, tak jak gdyby nic między nami się nie wydarzyło.
Co myslicie o napisaniu szczerego listu?
Drugi plan to po prostu kolejna próba wyrzucenia go z życia i z serca, z telefonu itd:)
Boję się tylko, że on ma mnie za jakąś wariatkę, która zawsze wyskakuje z tymi "uczuciami", że moje starania ma za jakieś "prześladowanie", nie wiem...
Czasem robi coś takiego, że ja się odzywam, potem on milczy tydzień i nagle wysyła sms "czemu się nie odzywasz? obraziłaś się?", a sam tego nie robi. Tak jakby narzuca tempo naszych relacji, kiedy mu pasuje. To chore.
Jest jeszcze jedna kwestia, która dała mi do myślenia. Że to z mojej strony obsesyjna miłość, trochę o tym czytałam i mogę się dopasować do niektórych kwestii. Nie zamęczam go telefonami ani nie śledzę , ale myślę, że to ten jedyny, wiele poświęcam, żeby nie zerwać z nim kontaktu (m.in. własną dumę i honor). Ranię innych ludzi "w imię" tego uczucia, właściwie złamałam już 4 serca, w tym moje własne...Chyba nie tak to powinno wyglądać.
Ale jeśli zapytacie co czuję - gdy go widzę robi mi się słabo, czuję się szczęśliwa, nie mogę przestać się uśmiechać, zrobiłabym dla niego wiele, chciałabym z nim rozmawiać, dbać o niego, wspierać, budować dobrą relację, być przy nim. Uszczęśliwić.
Nie na siłę rzecz jasna.
|
|
|
|
|
Rysiu
Dołączył: 22 Lut 2012 Posty: 30
|
Wysłany: 2012-02-23, 19:25
|
|
Ja też nie umiem mówić o uczuciach, nie potrafię ich nazywać, a jak mówię to wychodzi dziwnie bo nijak nie pasuje to do mnie, nie widać po mnie tego co mówię. Co do zdrady mnie spotkało to dwukrotnie, raz miałem nieprzyjemność zobaczyć na własne oczy... Po czymś takim nie można nie być przewrażliwionym. Nie zmuszaj go do rozmowy, jak jesteś nachalna wycofa się natychmiast, przynajmniej ja bym tak zrobił. Jeżeli będziesz naciskać do się zamknie w sobie i już nic z niego nie wydusisz. Ja mam prawie 27 lat i większość życia poświęciłem na pracę nad sobą, on niekoniecznie. Na mnie zawsze działało ultimatum... ale to ostateczność. Musisz spróbować zacząć mówić jego językiem, spokojnie przedstawić co myślisz na ten temat, powiedzieć że jak będzie potrafił się jasno określić to niech się odezwie, po czym zerwać kontakt. Następny krok zależy od niego, jeżeli mu zależy to się odezwie, jeżeli nie zależy lub to za mało to się nie odezwie. Jak mówiłem to ostateczność, albo się uda albo koniec...
Co do twojej obsesji to ciężko mi się wypowiadać, ja też jak się zakochuję to na całego, bez dwóch zadań, w takim przypadku nie ma zmiłuj się... Pamiętam moją pierwszą dziewczynę, zdradziła mnie, przyłapałem ją... mimo to nie myślę o niej źle, jeżeli się spotkamy normalnie rozmawiamy, składam jej życzenia na urodziny i święta, z żoną mam dobry kontakt, mimo tego co zaszło... Nie potrafię przestać o nich myśleć jak o kimś wyjątkowym, taki ból nigdy nie mija, ale można z nim żyć... Sama musisz sobie odpowiedzieć czy to niezdrowa miłość, ale jeżeli krzywdzisz innych to nie jest dobrze... Łatwo określić to w następujący sposób, czy dla niego i jego dobra byłabyś zdolna zerwać taką znajomość bez wahania?? Jeżeli nie to coś jest nie tak, bo jeżeli kochasz to zrobisz wszystko dla dobra tego kogoś, a nie swojego...
|
|
|
|
|
balabanova
Dołączyła: 22 Lut 2012 Posty: 16
|
Wysłany: 2012-02-23, 21:21
|
|
Oczywiście, że zerwałabym tą znajomość...nie zrobiłabym nic, co mogło by go skrzywdzić.
Właściwie to nie zamierzam się odzywać już. Jak napisałam - nie będę go uszczęśliwiać na siłę, poza tym mam wrażenie, że jest troszkę niedojrzały. Muszę to przełknąć...
jak mówią "tego kwiatu to pół światu" - Boże, jak nienawidzę tego stwierdzenia.
W każdym razie - dzięki za odpowiedzi i za pomoc:)
|
|
|
|
|
Rysiu
Dołączył: 22 Lut 2012 Posty: 30
|
Wysłany: 2012-02-23, 23:53
|
|
Każdy mężczyzna jest niedojrzały Taki nasz urok Duże dzieci A jakimi jesteśmy tchórzami...
Ale teraz serio, jeżeli kiedyś się odezwie, będzie jednak chciał, pokaże to, to daj mu szansę Jeżeli oczywiście nie będzie to nieuczciwe wobec kogoś innego...
Podstawową jak dla mnie patologią w tym związku jest to że to Ty się starasz... Dla mnie facet musi pokazać że mu zależy, udowodnić że to przy nim kobieta będzie szczęśliwa, bezpieczna, że nigdy jej nie zawiedzie... Facet musi zasłużyć na to by być tym jedynym... Kobita może zrobić pierwszy krok, ale dalej niech nie idzie bo źle skończy...
Wiem wiem zaraz będzie o równouprawnieniu, o partnerstwie... Wszystko to prawda, ale jednak w dzisiejszych czasach nic nie jest na swoim miejscu... Kobieta jak zmienia partnerów jest dziwką, a facet ma powodzenie... Ja jednak wolę pozostać staroświecki Kobiecie należy się szacunek
Nikogo nie można skreślać za błędy jakie popełniał, jeżeli tylko wyciągną wnioski... Jeżeli On wyciągnie wnioski daj mu szansę, jeżeli nie to Ty je wyciągnij... Szanuj siebie, ale szanuj też innych, a wtedy będzie dobrze... Postępuj zgodnie z sumieniem, traktuj innych tak jak sama chciałbyś być traktowana, a znajdzie się ktoś kogo pokochasz, a tan ktoś pokocha ciebie
Postaraj się zapomnieć, jeżeli jest ciebie wart to będzie potrafił to udowodnić...
|
|
|
|
|
rhah

Dołączył: 15 Sty 2012 Posty: 11 Skąd: Polska
|
Wysłany: 2012-02-24, 22:30
|
|
| balabanova napisał/a: | | Właściwie to nie zamierzam się odzywać już. Jak napisałam - nie będę go uszczęśliwiać na siłę, | To też jest jakieś rozwiązanie, i to chyba nawet całkiem dobre zważywszy na to ze nie da się z nim porozmawiać i ustalić czegokolwiek. Teraz tylko kwestia w tym wytrwać. Powodzenia.
Może w taki sposób coś do niego dotrze. Jak nie, to jak dla mnie szkoda twojego czasu na męczenie się w takiej niepewności.
|
_________________
If you’re leaving close the door.
I’m not expecting people anymore.
Hear me grieving, I’m lying on the floor.
Whether I’m drunk or dead I really ain’t too sure. Deep Purple
|
|
|
|
|
balabanova
Dołączyła: 22 Lut 2012 Posty: 16
|
Wysłany: 2012-02-27, 20:22
|
|
Nie mogę wytrzymać, mam ochotę odezwać się i wszystko mu wyjaśnić...wiem, że niby on powinien, ale może jest na mnie zły na tyle rzeczy...
Niech mi ktoś poradzi, wiem, że jestem żałosna
|
|
|
|
|
Rysiu
Dołączył: 22 Lut 2012 Posty: 30
|
Wysłany: 2012-03-02, 00:40
|
|
Nie jesteś żałosna...:) po prostu ci zależy...:(
Doskonale rozumiem, czuję to samo, cały czas...:(
Nie poradzę Ci co zrobić, nie wiem:( nikt nie wie co będzie, może się nie odezwiesz i zmarnujesz swoją szansę, albo się odezwiesz i nic się nie zmieni, będzie tylko więcej cierpienia... Nie potrafię Ci doradzić:(
|
|
|
|
|
|