Autor Wiadomość

Sekret-zdradzilam milosc swojego zycia.

allaboutyou4

Dołączył: 29 Maj 2012
Posty: 5
  Wysłany: 2012-05-29, 20:14    Sekret-zdradzilam milosc swojego zycia.
Postaram sie opisac sytuacje w miare krotko, i przepraszam za brak polskich znakow.

Z Nim znam sie od czasow szkolnych, czyli od jakichs 10 lat. Bylismy znajomymi, chociaz jak pozniej sie dowiedzialam on zawsze sie we mnie podkochiwal. Od kilku lat mieszkam poza granicami ojczyzny. Od czasow mojej wyprowadzki z PL, nie mielismy kontaktu. 2 lata temu skontaktowal sie ze mna przez internet, i zaczelismy bardzo czesto rozmawiac.

Otworzylam sie przed nim totalnie, jak jeszcze przed nikim innym w zyciu. Dodam, ze mialam dosc ciezkie dziecinstwo jak i pozniejsze zycie, w skrocie nie bylo kolorowo. Stal sie moim najlepszym przyjacielem. Po okolo 1,5 roku rozmow, wreszcie spotkalismy sie na zywo. W sumie tylko zeby utwierdzic sie w przekonaniu, ze sie zakochalismy i chcemy byc ze soba. Od tamtej pory widujemy sie co 2-3 miesiace na tydzien lub dwa.Jest dla mnie idolem, i usobieniem wszystkiego co w ludziach najlepsze. Otworzyl mi oczy na tak wiele rzeczy, i pomogl mi w tak wielu sprawach, ze nie ma na to zadnych slow. Kocham go tak bardzo, ze przeraza mnie mysl stracenia go w takim stopniu, ze bez ogrodek rozwazylabym skonczenie ze soba jesli by cos takiego mialo miejsce. Wyciagnal mnie z takiego gowna, ze nie wyobrazam juz sobie zycia bez niego. Jest jedna, jedyna, najwazniejsza osoba jaka spotkalam w moim zyciu. Ale..

Miesiac temu poszlam na impreze u znajomej, gdzie poznalam jej wujka, faceta 35 lat, ktory zachowywal sie jak nastolatek. Jak to na imprezie, byl tez alkohol. Przez cala impreze on ze mna flirtowal, a ja w sumie nie robilam nic zeby go powstrzymac. Nie sadzilam, ze to zajdzie gdziekolwiek. W ktoryms momencie on mnie pocalowal. Kilka minut pozniej uswiadomilam sobie ze leze z nim na lozku, a on mnie posuwa. Bylam jak kloda, bierna i prawie, ze martwa. Nie wierzylam w to co sie dzieje. Przez caly czas myslalam o Nim- moim mezycznie. Pytalam sie siebie: co ja robie? nie chce tu byc! chce zeby to sie skonczylo! Ale nie moglam zebrac w sobie sily by sie postawic, i wyjsc. Dla mnie bylo juz po fakcie. Zdradzilam milosc mojego zycia.

Zaraz po tym, wyszlam z pokoju, i spotkalam moja najlepsza przyjaciolke, ktora ze lzami w oczach blagala mnie zebym jej powiedziala, ze wlasnie nie zrobilam tego co ona mysli, ze zrobilam. Weszlysmy do lazienki i rozkleilysmy sie obydwie. Ja, bo wiedzialam, ze popelnilam najwiekszy blad, a ona bo miala wyrzuty, ze mnie nie powstrzymala.

Od tamtej pory, nie ma dnia zebym nie dreczyla sie wyrzutami sumienia. Nienawidze siebie i brzydze sie spojrzec w lustro. Kazda piekna rozmowa z Nim, boli mnie nieziemsko, bo czuje, ze na nic nie zasluguje.
Zyjemy w zwiazku na odleglosc, a za kilka lat on przeprowadza sie do mojego kraju. Nieraz poruszalismy temat zdrady, i powiedzial mi jasno, ze jakby sie dowiedzial o czyms takim to nie mamy o czym rozmawiac. Ze jesli raz czegos u kogos szukalam, to zrobie to kolejny raz. Z drugiej strony jak widzielismy sie ostatnio to mowil, ze zastanawial sie czy mi nie dac wolnej reki, ze jesli poznam kogos w swoim kraju, na miejscu, to on sie usunie, bo dla niego moje szczescie jest najwazniejsze.

Widzielismy sie w zeszlym tygodniu. Spedzilismy najcudowniejsze dni razem. Lezac z Nim, wiedzialam, ze zrobie wszystko zeby go nie stracic. Jest sensem mojego istnienia. Teraz wrocilam do swojego kraju i nie moge sie ogarnac. Mam wiele obowiazkow, ale w ciagu dnia, pracujac z ludzmi, mam momenty, ze czuje, iz swiat mi sie wali na glowe i, ze chce sie rozplakac.Nie radze sobie z poczuciem winy, i zdrady. Z tym, ze zawiodlam kogos kto znaczy dla mnie tak wiele. Nie wiem co robic.

Przeprowadzilam powazna rozmowe z facetem z ktorym uprawialam seks. Na szczescie powiedzial, ze powinnismy o wszystkim zapomniec. Ze to nigdy sie nie stalo, i ze pod zadnym warunkiem mam Mojemu nigdy o tym nie mowic, bo on wie jaki to okropny bol, i ze z tego nigdy nic dobrego nie wychodzi.

Sa 3 opcje:

1) nigdy nie mowie Mojemu prawdy, zyje z wyrzutami(o ile mnie nie zjedza od srodka, bo juz tak sie dzieje, przejmuja mi wszystkie inne mysli...), i mam nadzieje, ze to nigdy nie wyjdzie na jaw. Staram sie mu to wynagrodzic z kazda sposobnoscia. Krotko: zyje w klamstwie i usprawiedliwieniach.

2) mowie mu niedlugo prawde, i blagam go o wybaczenie. Przy zalozeniu ze mieszkamy w dwoch roznych krajach, zdaje mi sie, ze poprostu nigdy wiecej bym go nie zobaczyla na oczy...Wtedy ja nie wiem co zrobie, ale biorac pod uwage moja przeszlosc i moj stan psychiczny to mysle ze skonczyloby sie to bardzo zle dla mnie.

3) mowie mu prawde jak juz przeprowadzi sie do mojego kraju i bedziemy mieszkac razem, zeby moc byc wtedy przy Nim. Ma w moim kraju rodzine, i mowil, ze nawet gdybysmy nie byli razem to planuje sie do tego kraju przeprowadzic.

Zapytacie pewnie dlaczego nie przerwalam niczego zanim bylo za pozno?
Zastanawialam sie nad tym i doszlam do kilku wnioskow.
Bylam molestowana jako dziecko, i przywyklam do pewnych rzeczy wymuszanych na mnie.
Nie umialam zaprotestowac. Czulam, ze skoro mu pozwolilam to teraz musze przeczekac az to sie skonczy.
Nie pociagal mnie fizycznie, wrecz brzydzil.
Pokazal mi tylko troche uwagi, a, ze moja samoocena od malego jest na dnie, to pewnie nie pomoglo to sytuacji.
Bylam pod wplywem alkoholu, i chcialam tylko zeby ktos mnie przytulil. Tesknilam za Moim, i pragnelam zeby byl obok. Mialam bardzo ciezki okres z rodzina.
Nic z powyzszych nie usprawiedliwia mnie w tej sytuacji.

Wiem tylko jedno, nigdy wiecej tego nie zrobie. I gdybym mogla siebie ukarac, wiedzac, ze to mi da rozgrzeszenie to bym to zrobila. Cielam sie pierwszy raz od bardzo dlugiego czasu po tym incydencie. Myslalam, ze bedzie juz potem latwiej. Ale to ciagle wraca. Gdy bylam blisko Niego, to nie bylo tak zle, ale gdy jestesmy daleko od siebie, to zzera mnie to od srodka.

Nie wiem z kim rozmawiac, nie wiem co robic. Ale tak dluzej chyba nie moge. Tak bardzo chce zeby nasza milosc znow byla niewinna i prawdziwa. Tak cholernie siebie nienawidze...
Pomozcie..
   
 
      
errr


Dołączyła: 18 Sty 2011
Posty: 3695
Ostrzeżeń:
 1/3/6
Wysłany: 2012-05-29, 20:53    Sekret-zdradzilam milosc swojego zycia.
allaboutyou4 napisał/a:
2) mowie mu niedlugo prawde, i blagam go o wybaczenie. Przy zalozeniu ze mieszkamy w dwoch roznych krajach, zdaje mi sie, ze poprostu nigdy wiecej bym go nie zobaczyla na oczy...Wtedy ja nie wiem co zrobie, ale biorac pod uwage moja przeszlosc i moj stan psychiczny to mysle ze skonczyloby sie to bardzo zle dla mnie.

tylko ta opcja wchodzi w grę.
I przestań wreszcie myśleć tylko o swojej doopie.
_________________
"Jeśli chcesz mieć lepszą rodzinę, stań się lepszym małżonkiem.
Jeśli chcesz mieć lepsze dzieci, bądź lepszym rodzicem [...] "
Brian Tracy
   
 
 
      
allaboutyou4

Dołączył: 29 Maj 2012
Posty: 5
Wysłany: 2012-05-29, 20:57    Sekret-zdradzilam milosc swojego zycia.
Czy to, ze kogos kto jest dla nas wszystkim, i z kim chcemy spedzic reszte zycia,i kogo chcemy uszczesliwic, jest naprawde takie egoistyczne?
   
 
      
voice02

Dołączył: 20 Maj 2008
Posty: 311
Wysłany: 2012-05-29, 23:54   
Smutna historia... Dla przestrogi obejrzyj to:

http://youtu.be/xuzZBDh8U5w

Uważam, że powinno to pozostać twoim sekretem. Czeka cię z tym może udręka do końca życia, ale na dzisiaj tylko pierwszy wariant wchodzi w grę. Skrzywdziłaś go i niech lepiej pozostanie tego nieświadomy.
   
 
      
dr preszer
Gość
Wysłany: 2012-05-30, 09:30    Re: Sekret-zdradzilam milosc swojego zycia.
allaboutyou4 napisał/a:
Czy to, ze kogos kto jest dla nas wszystkim, i z kim chcemy spedzic reszte zycia,i kogo chcemy uszczesliwic, jest naprawde takie egoistyczne?


Takich osób się nie zdradza.

Co do całej sytuacji to nie próbuj tego ukrywać. Wyjdzie samo, bo wiedzą o tym osoby trzecie. Masz nauczkę na przyszłość. Następnym razem będziesz wiedziała z jakimi konsekwencjami wiąże się zdrada.
   
 
      
errr


Dołączyła: 18 Sty 2011
Posty: 3695
Ostrzeżeń:
 1/3/6
Wysłany: 2012-05-30, 10:12    Sekret-zdradzilam milosc swojego zycia.
allaboutyou4 napisał/a:
Czy to, ze kogos kto jest dla nas wszystkim, i z kim chcemy spedzic reszte zycia,i kogo chcemy uszczesliwic, jest naprawde takie egoistyczne?
dziwne pytanie. Wszystko zależy od tego jak się za to zabieramy.
Za to egoistyczna jest zdrada z byle pierwszym lepszym przypadkowym samcem z fi..utkiem osoby która jest dla ciebie wszystkim, z kim chcesz spędzić resztę życia i go uszczęśliwiać.
Powiedz mu o zdradzie, zobaczysz jaki będzie szczęśliwy.
Zdradziłaś. Dałaś doopy. Nie wybielaj się teraz i nie czaruj.
Pierwsza zdrada przychodzi ciężko. Z kolejnymi już nie będziesz miała problemów.
_________________
"Jeśli chcesz mieć lepszą rodzinę, stań się lepszym małżonkiem.
Jeśli chcesz mieć lepsze dzieci, bądź lepszym rodzicem [...] "
Brian Tracy
   
 
 
      
sorrow
Ghost of Sorrow


Dołączył: 07 Sie 2007
Posty: 5061
Wysłany: 2012-05-30, 10:35    Sekret-zdradzilam milosc swojego zycia.
Myślę, że trochę za bardzo się usprawiedliwiasz własną przeszłością. Nie trzeba mieć traumatycznych przeżyć w życiu, żeby popełnić niewyobrażalną głupotę. To niestety może spotkać każdego jeśli nie zachowa czujności. Ty jej nie zachowałaś... alkohol i atmosfera zadecydowały za ciebie. Piszesz o tym jednym razie, ale czy nie zdarzało ci się podobnie kończyć (alkohol, przypadkowy seks, żal po fakcie) na imprezach wcześniej? Chociażby zanim zostaliście parą?

Według mnie w grę wchodzi opcja pierwsza. Boisz się bardzo, że po wyjawieniu mu prawdy może stać się "coś strasznego" z tobą. Trochę nas tu szantażujesz tym "skończeniem ze sobą" jeśli chodzi o doradzanie. Powiem ci jednak, że nawet bez tego opcja pierwsza powinna być tą, którą powinnaś wybrać. Czy ty pomyślałaś o nim, czy tylko o sobie? Może to on ze sobą skończy kiedy dowie się, że wieloletnia miłość zdradziła go w sposób tak głupi. Chcesz podejmować to ryzyko? Opcja pierwsza to nie tylko wyrzuty sumienia. Jeśli się na nią zdecydujesz, to powinnaś zrobić o wiele więcej. Jednym z głównych powodów twojej zdrady był alkohol. Masz z tym najwyraźniej problem. Jesteś gotowa, żeby nie brać go do ust na kolejnych imprezach? Bez tego wszystkie postanowienia o tym, że "już nigdy" są nic nie warte. Pomyśl nad tym... imprezy, gdzie wszyscy będą pić, a ty nie... umiałabyś tak? Jeśli jesteś na to gotowa, to próbuj opcję pierwszą (podobno dla niego zrobisz wszystko), jeśli się złamiesz, to niewiele z tego wyniknie. Gdybyś nie dała rady, to proponuję ci opcję czwartą, w której odchodzisz od niego, ale nie podajesz mu prawdziwego powodu.

Nie myśl, że to będzie życie w ciągłej udręce do końca swoich dni. W pewnym momencie dobra i miłości, którą go obdarzysz będzie o wiele więcej niż ta krzywda, którą mu wyrządziłaś. Wtedy przyjdzie czas na wybaczenie samej sobie, żebyś mogła cieszyć się w pełni waszym związkiem.
   
 
      
allaboutyou4

Dołączył: 29 Maj 2012
Posty: 5
Wysłany: 2012-05-30, 12:00   
Po to weszlam na to forum, zeby nie musiec klamac nikimu. Wlasnie dlatego napisalam to tutaj zeby byc w 100% szczera z tym co czuje. Nie staram sie nikim manipulowac, ani niczym usprawiedliwiac. Poprostu probuje znalesc przyczyne tego co sie stalo, i najlepsze rozwiazanie.

Moj znajac mnie jak nikt inny, powiedzial, ze mam pewne wartosci moralne nie wpisane w charakter, bo nikt mnie tego nie nauczyl. Od malego widzialam w rodzinie zle przyklady zwiazkow miedzyludzkich, gdzie gwalty, zdrada i molestowanie byly czestymi sytuacjami. Nie jest to wymowka, ale rzeczy, do ktorych musze wrocic zeby zrozumiec dlaczego stalo sie to co sie stalo.

Bedac sama takie jednorazowe akcje zdarzyly sie kilka razy. Niekoniecznie w obecnosci alkoholu. Zdaje mi sie, ze szukam dowartosciowania wszedzie gdzie moge je znalesc. Do tej pory mi to wisialo, ze nie szanuje siebie itd bo na nikim mi naprawde nie zalezalo. Potrzebowalam kogos chociaz na chwile, zeby nie czuc sie tak samotna. Ale w tej sytuacji to zupelnie co innego. Gdy z moim zaczelismy sie przyjaznic, rozpoczal on we mnie proces przemiany. Dlugo zanim jeszcze zostalismy para. Uswiadomil mi wiele rzeczy, i wiele moich cech, o ktorych nigdy nie myslalam. Ten proces zaczal sie nie tak dawno, a biorac pod uwage ze mam 20- kilka lat wspomnien, wnioskow,przyzwyczajen i "zasad" do zmiany, to potrwa on pewnie jeszcze bardzo dlugo. Sek w tym, ze nie chodzilo mi o seks. W zyciu nieraz podswiadomie psulam wlasne szczescie, bo tylko w bolu, zalu i zlosci umialam sobie radzic. Tylko to znalam, i z tym bylo mi w pewnym sensie "normalnie" i "dobrze".

Z moim mielismy milosc idealna. I mysle, ze znow nawyk wygral i musialam cos zepsuc, bo przeciez bylo za dobrze. Ale czy mu powiem, czy tez nie, to wiem tyle:

Ide do psychologa bo chce sie zmienic. Chce raz na zawsze uporac sie ze wszystkim co mnie zzera, bo to ma wplyw na cale moje zycie. Nie chce byc taka jaka jestem. Nie chce zeby 15 min, ktorych bede zawsze zalowac, przekreslilo mnie i cale moje, jak i Jego zycie.

Sorrow: jestem najwidoczniej tak egoistyczna, ze nie pomyslalam doglebnie o tym jak On na to by zareagowal. Jemu umarl tata kilka lat temu, i od tamtego czasu mowi, ze jego juz nic nie zniszczy. Ze od tamtej pory czesc niego umarla. Ale mysle, ze jakby sie dowiedzial to zlamalabym mu serce doszczetnie.
Co do alkoholu, tak masz racje. To pewna ucieczka, mysle dla kazdego z nas. Kazdy to robi ze swoich wlasnych powodow. Zrezygnowanie z alkoholu, imprez i dwuznaczych sytuacji, nie byloby dla mnie zadnym wyrzeczeniem. Zreszta juz to robie. Czy mu powiem czy tez nie, to taka decyzje podjelam. i tak, zrobie dla niego bardzo wiele, bo wszystko to bardzo ogolne pojecie. Ale zrezygnuje ze wszystkiego co moze byc przyczyna problemu. Natychmiast.


Z jednej strony z tego co go znam i z tego co mowi, to zdaje sie, ze nie chcialby mnie wiecej widziec. Niewazne ile nas laczy, i ze popelnilam najwiekszy blad, ze to byla chwila slabosci, gdy przejela nade mna kontrole ciemna strona. Nie robilam tego aktywnie. Bylam bierna. Choc, to nie usprawiedliwia mnie w zaden sposob, to wydaje mi sie, ze ma to wiele wspolnego wlasnie z moja przeszloscia. Dlatego ide do psychologa. Chce poznac przyczyne, i rozliczyc sie sama ze soba. Chce zeby mi pomogla podjac decyzje w tej sprawie.

Z drugiej strony, jak mysle sobie ile nas laczy, jak bardzo sie kochamy, to tli sie we mnie promyk nadziei, ze moze On by zrozumial i mi wybaczyl. Ze gdybym dala Mu wystarczajaco czasu i porozmawiala z Nim szczerze, o calej tej psychoterapii i o tym ze chce zmienic wiele aspektow siebie, to moze by mi kiedys dal druga szanse.

Wiem, ze nigdy wiecej tego nie zrobie. Nie wyobrazalam sobie ze ranienie ukochanej osoby, niewazne czy o tym wie czy tez nie, jest tak bolesne dla nas samych. To jak sie teraz czuje, jak zzera mnie to w kazdym momencie dnia, jak nie moge jesc, ani spac jest dla mnie udreka. Czuje sie jak smiec, i pewnie wielu powie, ze na to zasluzylam. Ok. Akceptuje Wasza opinie.

Ale ja szczerze zaluje. I chce to naprawic. Pisze tu po to, zeby poznac lepiej siebie, ze strony osob mnie nie znajacych, i niezaleznych. Nie potrzebuje zeby ktos pisal mi, ze jestem ***, smieciem, nic nie warta itd. To juz wiem. Akceptuje to, co zrobilam. Chce sie zmienic. I prosze o rady w tej kwestii.

W sprawie nie mowienia mu prawdy, dodam, jak juz wspominalam wyzej, ze bedac obok niego bylo super. Oprocz kilku momentow gdzie oczywiscie patrzac mu w oczy, widzac ta niekonczaca sie i niewinna milosc Jego do mnie, czulam sie jak najgorsza osoba na swiecie. Najgorzej jest jak jestem od niego daleko. Wczoraj rozmawialismy, i poruszalam pewne tematy z Nim, ktore byly juz dla niego podejrzane. Boje sie, ze w ktoryms momencie nie wytrzymam i powiem Mu prawde, zeby tylko poczuc egoistyczna ulge. Ale powiedziec cos takiego, to tez chyba trzeba umiec. Napewno nie przez internet, do cholery jasnej? Czy pojscie do psychologa,przerobienie z nim wszystkim problemow, i znalezienie w sobie prawdy, a potem proba przekazania tego Mojemu to takie zle rozwiazanie? Musze zrozumiec dokladnie dlaczego to sie stalo, to jedyna opcja zeby moc o Mojego zawalczyc.

Mysle tez, ze prawda mu sie nalezy. Ze jesli go kocham, to powinnam dac mu ten wybor. Ze jesli chce z nim byc do konca zycia, musze go uswiadomic, zeby on tez mogl podjac taka albo inna decyzje, znajac cala prawde i ani grama mniej.

No i, oczywiscie boje sie. Boje sie, ze go strace. Ze nie bede mogla zniesc jego reakcji. Ze zranie osobe, ktora tak bardzo chcialabym uszczesliwic. Ze cos mu sie stanie. Ze rozlaka z Nim zniszczy mnie i Jego.
   
 
      
voice02

Dołączył: 20 Maj 2008
Posty: 311
Wysłany: 2012-05-30, 12:16   
Poza tym często jest tak, że sami wolimy o czymś nie wiedzieć. Myślę, że lepiej dla ciebie i dla twojego faceta i rodziny, którą ewentualnie stworzycie, jest to zostawić dla siebie. Co oznacza również i to, że ze swoją kumpelą lepiej nie zadzieraj.
Nie powiedzenie prawdy to jeszcze nie kłamstwo. Unikaj tematów, które dotykają tej problematyki, bo może się zdarzyć, że padnie z głupia frant pytanie, na które udzielisz nieszczerej odpowiedzi. Ja gdy posądziłem swoją o to, że kogoś ma, postukała mnie w czoło`i powiedziała, że jestem głupi skoro coś takiego mi przychodzi do głowy. Dla mnie to był sygnał, że jednak ma, bo spodziewałbym się gwaltowniejszej reakcji z policzkiem włącznie, że jak śmiem ją podejrzewać. Więc jeśli facet cię na tyle pozna, że zauważy niuanse, jakie wiążą się z mówieniem prawdy lub kłamstwem w twoim wydaniu, to wielce prawdopodobne, że się wyda. Może przyjmie twoje wyjaśnienia i wybaczy, choć nie ma takiej pewności, że nie powie "bye bye".
Trzymaj się i więcej takiego głupstwa nie czyń, bo to jednak olbrzymia krzywda. I nie podejmuj takich rozmów, bo facet nabierze podejrzeń, których nigdy by nie nabrał.
   
 
      
allaboutyou4

Dołączył: 29 Maj 2012
Posty: 5
Wysłany: 2012-05-30, 12:47   
No wlasnie Voice 02. Gdy przyjaciolka doradzila mi grobowe milczenie, powiedzialam jej:

A co jesli sie kiedys mnie szczerze zapyta czy go zdradzilam? Nie umialabym go oklamac.

Wlasnie tak czuje. Ze nie potrafilabym w zywe oczy wszystkiego zaprzeczyc.
Mialam taki okres po tym zdarzeniu, ze kompletnie prawie wymazalam je z pamieci. W tamtym momencie czulam, ze wole nawet klamac, zeby go nie stracic. I ze okaze mu taka milosc, ze wynagrodze mu nia wszystko.

Teraz jednak wrocilo to wszystko ze zdwojona sila, i szczerze mowiac, gdyby taka konfrontacja miala miejsce dzisiaj, to sama nie wiem co bym zrobila. Z jednej strony chce o wszystkim zapomniec. Z drugiej zzera mnie lek i wyrzuty.

Wlasnie zaczelam spisywac szczegoly tego zdarzenia. Tak dla siebie. I widze ze wiele rzeczy mialo miejsce, ktore zwiazane sa z moja przeszloscia. Np. to ze bylam bierna, i pozwolilam zeby ktos mi cos robil. Oczywiscie jasne, pewnie wysylalam mu sygnaly, ktore on odebral tak a nie inaczej. Jednak gdy bylam molestowana za malego, to zapewne jako system obronny uznawalam, ze nic sie przeciez nie dzieje. Ze to nic nie znaczy. Ze zaraz sie skonczy. Wystarczy tylko polezec i poczekac. Nigdy naprawde nie konfrontowalam prawdy, az do rozmow z Moim. Jemu powiedzialam najwiecej, choc tez nie wszystko.
Przywyklam w pewnym sensie do roli ofiary, i to byla dla mnie norma. Nie ogarnialam w sumie co sie dzieje.
to bledne kolo. I teraz wlasnie jest sytuacja jaka jest. Sprawilam, ze ze szczesliwej, zakochanej po uszy, beztroskiej dziewczyny, stalam sie reszta czlowieka. Ofiara. Czy zrobilam to podswiadomie? Czy calkiem swiadomie prowokowalam cos co zepsuje moje szczescie, zeby wreszcie poczuc sie "jak w domu"?

Dzisiaj zwolnilam sie z pracy. Pracuje z ludzmi starszymi, opiekuje sie nimi. Pracowalam normalnie, ale myslami bylam w transie. W kolko negatywne mysli, i strach. I bol brzucha i stres. Patrzac na to jaka przyszlosc czeka czlowieka, zdalam sobie sprawe, ze nie wiem czy umiem zatrzymac taki sekret. Ze lezac na lozu smierci bede plakac, bo bede czula, ze i tak go zawiodlam. Niewazne czy spedzimy razem cale zycie, i bedziemy szczesliwi. Przeciez jemu nalezy sie to co najlepsze. A ja daleka jestem od tego. I wlasnie dalam sobie i jemu powod zeby to udowodnic.

Pracujac, zygac mi sie chcialo, i czulam adrenaline, przyspieszony puls i co tam jeszcze. Powstrzymywalam lzy caly czas. Ale w pewnym momencie nie dalam rady. Rozkleilam sie na maksa w miejscu pracy. Przelozona wziela mnie do biura i kazala isc do domu. Teraz siedze i pisze to, jak i wspomienie z tamtej sytuacji, doszukujac sie prawdy i rozwiazania.

Widze, ze nie radze sobie z sytuacja. Przechodzi mi nawet na mysl unikanie rozmowy z Moim, bo boje sie, ze zejde znow na temat, i albo sie wygadam, albo On zacznie cos podejrzewac.

Chcialabym to potraktowac jako powod do nowego zycia. Do startu na swiezo. Do prawdziwych zmian na dobre. Chcialabym wierzyc, ze cos takiego stalo sie po to zeby dac mi motywacje do konfrontacji sama ze soba. Ale przede wszystkim chcialabym zeby Moj potrafil na to spojrzec w taki sposob. Zeby zrozumial, ze popelnilam blad, ktorego sobie nie wybacze, ale ze potrafie sie zmienic.

Boje sie, ze jesli On zniknie z mojego zycia, to nie dam rady. Boje sie jego lez, rozczarowania i wszystkiego co mi powie, lub tez nie. Nie znosze mysli, jak bardzo rozczarowalabym jego matke, ktora nazywa mnie synowa; jego siostre; Jego zmarlego Tate, ktorego nigdy nie poznalam.

Wasze opinie wiele dla mnie znacza, i dziekuje za Wasz czas. Jestem tylko jedna z wielu, ktorzy maja zyciowe problemy. Ale Wasze wsparcie lub tez nie jest dla mnie bardzo wazne.

Teraz jade do przyjaciolki, ktora o tym wie. Nie boje sie o nia. To nie taki typ czlowieka. Jade, bo boje sie byc sama w domu. Wizyte z psychologiem zamowilam na nastepny piatek.
Ostatnio zmieniony przez allaboutyou4 2012-05-30, 12:51, w całości zmieniany 1 raz  
   
 
      
errr


Dołączyła: 18 Sty 2011
Posty: 3695
Ostrzeżeń:
 1/3/6
Wysłany: 2012-05-30, 12:50    Sekret-zdradzilam milosc swojego zycia.
allaboutyou4, ale pitolisz :)
bajerkę masz niezłą.
_________________
"Jeśli chcesz mieć lepszą rodzinę, stań się lepszym małżonkiem.
Jeśli chcesz mieć lepsze dzieci, bądź lepszym rodzicem [...] "
Brian Tracy
   
 
 
      
allaboutyou4

Dołączył: 29 Maj 2012
Posty: 5
Wysłany: 2012-05-30, 12:57   
errr, ciesze sie, ze jestes takim idealem czlowieka. Ze nie masz za grosz wyrozumialosci dla drugiej osoby. Ciesze sie, ze Ciebie najwidoczniej nie doswiadczylo zycie tak, zebys mogla nawet rozwazyc opcje, ze czlowiek jest istotna omylna. Mam nadzieje, ze jestes bardzo silna osoba, i ze nigdy nic takiego nie bedzie Twoim problemem. I gratuluje, ze na czyjs wielki problem, potrafisz zareagowac bezsensowym komentarzem usmiechem. Jestes babka z klasa. Mam nadzieje, ze czujesz sie lepiej teraz?
   
 
      
errr


Dołączyła: 18 Sty 2011
Posty: 3695
Ostrzeżeń:
 1/3/6
Wysłany: 2012-05-30, 13:04    Sekret-zdradzilam milosc swojego zycia.
ciesze sie że ty sie cieszysz:)
też troszkę w swoim życiu przeżyłam ale nigdy nie zwalałam winy za własną głupotę na innych. A ty to robisz nałogowo. To twoje życie, twoje decyzje. Nikt cie nie nauczył zasad moralnych? to jedno z głupszych usprawiedliwień jakie mogłaś nam wcisnąć.
Po prostu nie wymyślaj mega durnych usprawiedliwień to przestanę się czepiać.
_________________
"Jeśli chcesz mieć lepszą rodzinę, stań się lepszym małżonkiem.
Jeśli chcesz mieć lepsze dzieci, bądź lepszym rodzicem [...] "
Brian Tracy
   
 
 
      
dr preszer
Gość
Wysłany: 2012-05-30, 13:07    Sekret-zdradzilam milosc swojego zycia.
Wszystko to masz na własne życzenie. Nikt Cię nie zmusił do seksu z tym gościem, sama poszłaś.
Co do faktu aby nie mówić swojemu to ciekawe czy Ci wszyscy co to doradzają sami chcieliby żyć w błogiej nieświadomości, że osoba którą wielbią jak jakiegoś bożka daje jakiemuś Zenkowi za płotem. Powiem tak, ku.... ma się we krwi i nie da się zmienić. Mówiąc o tym partnerowi dajesz mu szansę na stworzenie normalnego związku z normalną kobietą .
   
 
      
PaniM


Dołączył: 20 Gru 2011
Posty: 40
Wysłany: 2012-05-30, 14:05    Sekret-zdradzilam milosc swojego zycia.
Witaj...
Moja sytuacja w dzieciństwie też nie była za wesoła. Myślę że wiele rzeczy z mojego życia mogłoby konkurować z Twoimi. Poznając mojego chłopaka kończyłam nieudany związek który się wypalił. Weszłam w nowy związek ponad 2 lata temu by stworzyć sobie azyl i wreszcie komuś zaufać. Postawiłam na jedną kartę, postanowiłam zmienić siebie i podejście do spraw związku.
Chcąc zbudować zdrową relację całkowicie wyparłam się zdrad. Zakodowałam ze zrobię wszystko żeby do żadnej nie dopuścić bo mam idealnego faceta którego szukałam całe życie. Jakbym go zawiodła znienawidziłabym siebie i zostawiła go bo po co ma się męczyć z kobietą która nie potrafi zachować zdrowego rozsądku i kieruje się impulsem, zasługuję na więcej.

Skoro nie potrafiłaś zahamować impulsu będziesz zdradzać, miałaś szanse od losu by sobie wszystko naprostować. Może on nie był tym dla którego byłaś w stanie to zrobić? W każdym razie powinnaś ponieść karę z podniesioną głową i wyciągnąć z tego nauczkę na przyszłość. Jakbyś potrafiła go kochać nie pozwoliłabyś na coś takiego, miłość to najsilniejsze uczucie na świecie...
_________________
...Potrafię wszystkiemu się oprzeć, z wyjątkiem pokusy ;) żdC
   
 
      
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Nowe z WeDwoje.pl

Aktualne tematy